W Olszanicy nigdy nie było planów budowy składowiska – komentarz

30 maja 2016

Tekst pt. „Nowe składowisko śmieci?” autorstwa redaktora Piotra Rąpalskiego, który ukazał się 30 maja 2016 r. w Gazecie Krakowskiej jest podręcznikowym przykładem tekstu zmanipulowanego, w którym fakty ustępują miejsca złośliwości albo łatwowierności. Nie wiadomo tylko co groźniejsze.

Już tytuł tekstu straszy mieszkańców Olszanicy, że MPO Kraków planuje im wybudować składowisko odpadów pod domami. Znak zapytania na końcu tytułu ma w zamyśle autora uwolnić go od ewentualnej odpowiedzialności za nieprawdziwe stwierdzenie. Jednak już grafika ilustrująca tekst takiego znaku zapytania nie ma i podpis pod nią jasno stwierdza: „W Olszanicy już działa baza paliw, otoczona polami i terenami zielonymi, które ma zająć składowisko”. Żadnych wątpliwości autora, chodzi o składowisko.

Prawda jest jednak taka, że MPO Kraków nigdy nie zamierzało w Olszanicy budować niczego poza Punktem Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych (PSZOK), który ma służyć mieszkańcom zachodniej części miasta na dokładnie takich samych zasadach jak znana większości Krakowian Lamusownia. Autor tekstu dobrze o tym wiedział, bo otrzymał wyczerpujące wyjaśnienia i odpowiedzi na pytania, które przysłał.

Gwoli wyjaśnienia: do Punktów Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych nie trafiają odpady zmieszane, nie ma w nich bioodpadów, jedzenia, jak to sugeruje jeden z rozmówców autora. Nie ma żadnych ptaków, „zapachów”, ani wielkiego ruchu samochodowego, a większość odpadów to gruz budowlany i stare meble. Każdy mieszkaniec Krakowa może się o tym przekonać – zapraszamy do Lamusowni przy ul. Nowohuckiej 1, która jest otoczona zielenią i zabudowaniami.

Rozumiemy niepokój mieszkańców Olszanicy, którzy obawiają się nowej inwestycji w pobliżu swoich domów, jednak całość procesu inwestycyjnego od samego początku będzie w pełni jawna i szeroko konsultowana z mieszkańcami. Jeśli nie będzie społecznej akceptacji dla budowy PSZOK-u w Olszanicy, to nie będziemy go budować na siłę.

Dodatkowy PSZOK w pierwszej kolejności ma pomóc mieszkańcom, a nie im przeszkadzać. Kryje się za tym głębszy sens, bo prawo europejskie i krajowe narzuca na każdą gminę w Polsce obowiązek coraz lepszej segregacji odpadów i każdego roku osiąganie coraz wyższego poziomu recyklingu surowców wtórnych (chodzi o odsetek surowców, które nadają się do recyklingu i są odzyskiwane). W 2020 r. ma to być 50%.

 

Wymagany przez UE poziom recyklingu i przygotowania do ponownego użycia [%]
Papier, metal,
tworzywa sztuczne,
szkło
2014 r. 2015 r. 2016 r. 2017 r. 2018 r. 2019 r. 2020 r.
14 16 18 20 30 40 50

 

W tym momencie Kraków zbliża się do poziomu recyklingu, który będzie wymagany przez Unię Europejską w 2018 r. (za 2014 r. to 19,66%, za 2015 r. to 27,39% – jeden z najlepszych wyników wśród dużych miast w Polsce). Jednak osiągnięcie do 2020 r. tak dużego przyrostu (z niemal 30% do 50%) będzie wymagało od mieszkańców znacznie większego zaangażowania i autentycznej zmiany postawy w kwestii odpadów. Chcemy im to ułatwić, bo za niedopełnienie wymagań miasto będzie musiało płacić UE wielomilionowe kary każdego roku. Naprawdę warto się starać, żeby tego uniknąć, bo te pieniądze można wydać na coś bardziej przydatnego mieszkańcom niż zapłatę kar.

Jeśli więc autor tego grającego na emocjach i podsycającego negatywne stereotypy tekstu w Gazecie Krakowskiej zauważa, że „powinniśmy segregować odpady i idea jest słuszna”, to znaczy, że nawet on ma pojęcie o tym, że właściwe postępowanie z odpadami jest ważne. Ciekawe tylko czy za 4 lata ten sam redaktor napisze tekst o tym, że miasto płaci karę, m. in. dlatego że on zniechęcał mieszkańców do segregowania odpadów?

Piotr Odorczuk

rzecznik prasowy MPO Kraków